Zanim most wiszący stał się królem mostów, należało naturalnie rozwiązać kilka problemów. Mosty wiszące są niezwykle wrażliwe na boczny wiatr; jeśli tylko wpadną w drgania, mogą bardzo prędko się zawalić. Już około tuzina mostów padło ofiarą tego zjawiska. W 1940 r. we wszystkich gazetach i kronikach filmowych odnotowano zawalenie się piątego wówczas pod względem wielkości mostu wiszącego w USA, Tacoma Narrows Bridge w stanie Washington. Katastrofa ta została nawet sfilmowana, ponieważ już wcześniej pojawiły się wątpliwości co do stabilności tej budowli i dlatego znalazła się pod stałą obserwacją. 7 listopada, zaledwie w 4 miesiące od otwarcia mostu, wiał silny wiatr i pomost nad głównym prześwitem o długości ponad 800 m zaczął się nagle coraz mocniej huśtać. Auto, które właśnie przejeżdżało przez most, zostało rzucone na balustradę. Joe Arlington i jego żona, którzy znajdowali się w środku, wyskoczyli i poczęli czołgać się w kierunku brzegu, chwytając się mocno poręczy, gdyż na moście trudno się było utrzymać. Zaledwie dotarli na ląd, drgania stały się tak silne, że liny zerwały się, a całość z potężnym hukiem runęła w dół. Inżynierowie wyciągnęli wnioski z tego wypadku. Dlatego w Ameryce budowano potężne, sztywne i wytrzymałe na skręcanie kratownicowe dźwigary przestrzenne. Natomiast w Europie za pomocą prób w tunelu aerodynamicznym wypracowano płaskie przekroje o niewielkim oporze aerodynamicznym, by uniknąć przyczyny drgań: oddziaływania wirów powietrznych.
Rekordy rozpiętości nie należą z reguły ani do mostów kamiennych, ani też do betonowych, belkowych czy łukowych. Są zarezerwowane dla króla mostów - mostu wiszącego na stalowych linach. Już 2000 lat temu Chińczycy zawieszali na łańcuchach z żelaza kowal-nego mosty o pokaźnych rozpiętościach. Most Lu Ding na rzece Dadu w prowincji Syczuan na przykład ma 101 m długości. Pomost wszakże nie przebiega w nim poziomo, lecz równolegle do przewieszonego łańcucha.
Natomiast we współczesnych mostach wiszących pomost przebiega poziomo, zawieszony przy pomocy wieszaków o różnej długości na pasmach nośnych. Pierwszy most łańcuchowy tego typu postawił w stanie Pensylwania już w 1801 r. Amerykanin James Finley. Budowla miała co prawda zaledwie 21 m rozpiętości, lecz już wkrótce znaleźli się następcy. Do największych z nich należy 175-metrowy, stojący do dziś, most drogowy przez cieśninę morską Menai, po którym pierwszy dyliżans pocztowy przejechał w 1826 r. Skonstruował go inżynier angielski Thomas Telford, który wcześniej pasał owce, a sztuki budowania mostów nauczył się sam. W nowoczesnych mostach wiszących nie stosuje się jednak łańcuchów, lecz liny zbudowane z tysięcy cienkich, ułożonych równolegle drutów stalowych. Linę z drutów stalowych wynalazł około roku 1820 Szwajcar Henri Dufour. Most, w którym zastosowano jego wynalazek, przeciął szeroką na 273 m dolinę Saane koło Fryburga już w 1834 r.
Największe mosty wiszące powstały wkrótce potem w Ameryce, gdzie występowanie licznych, szerokich rzek stwarzało wymóg szczególnie wielkich rozpiętości. Jeden z najsławniejszych północnoamerykańskich budowniczych mostów pochodził z Niemiec. Johann August Roebling urodził się w 1806 r. w Turyngii, studiował w Berlinie architekturę oraz sztukę inżynierską i wy wędrował w 1831 r. do Stanów Zjednoczonych. Początkowo założył tam osadę farmerską, potem został inżynierem pomiarowym przy budowie kanałów, wreszcie wybudował fabrykę kabli i zajął się budową mostów. Wiele mostów wiszących padło już wówczas ofiarą porywistych wiatrów. Przedmiotem jego głównej troski stały się zatem stężenia oraz masywy kotwiące, które miały uczynić budowle odpornymi na działanie wiatru. Pierwszym wielkim sukcesem stał się most wiszący, usytuowany nieco poniżej wodospadu Niagara, o rozpiętości 246 m, na którego dwu piętrach odbywał się ruch drogowy i kolejowy. Sławę przyniósł mu Most Brooklyński w Nowym Jorku na East River, łączący dzielnice Brooklyn i Manhattan. Jest to gigantyczna budowla: już sama rozpiętość - 486 m - była w owych czasach czymś niewiarygodnym, a pylony, wybudowane z bloków granitowych, dźwigające cięgna z drutów stalowych o grubości aż do 40 cm, są wyższe od wież monachijskiej świątyni Frauenkirche. W 1869 roku, wkrótce po rozpoczęciu prac, Johann August Roebling zginął w wypadku. Zdążył jednak dokładnie opracować plany i nadzór nad budową przejął jego syn Washington. Ale i jego spotkał tragiczny los. Do posadawiania filarów zastosował on nową wówczas technikę komory kesonowej. Uszczelnioną, otwartą tylko na dole komorę drewnianą opuszczano na dno rzeki. Wodę usuwano przy pomocy sprężonego powietrza. Robotnicy mogli wchodzić do kesonu pionowym szybem wejściowym ze śluzą powietrzną. Musieli wszakże pracować przy świetle lampy naftowej, w podwyższonym ciśnieniu powietrza, a to było bardzo niebezpieczne. Jeśli zbyt szybko wypuszczano ich ze śluzy, cierpieli na duszności, krwotoki z ust i nosa, utratę przytomności oraz paraliże. Choroba kesonowa spowodowała nawet śmierć wielu z nich i nie ominęła również samego Roeblinga, którego w wieku zaledwie 35 lat dotknął paraliż. Przykuty do wózka inwalidzkiego kierował jednak w dalszym ciągu dziełem, śledząc ze swego okna postępy prac przez lunetę. Żona krążyła stale między nim a budową, przekazując polecenia. Siła woli tego człowieka była godna podziwu - i została uwieńczona sukcesem: po 14 latach pracy, w roku 1883, prezydent USA dokonał otwarcia mostu. Przez 20 lat Most Brooklyński pozostawał najdłuższym mostem wiszącym i uważany był za ósmy cud świata. Wielu amerykańskich budowniczych mostów przejęło od Roeblinga sposób budowania i Stany Zjednoczone stały się wkrótce krajem mostów wiszących. Granicę kilometra rozpiętości przekroczył po raz pierwszy w 1931 r. most George’a Washingtona na rzece Hudson w Nowym Jorku. W 1937 r. powstał most Golden Gate koło San Francisco z wysokimi na 210 m, czterostopniowymi pylonami ze stali; dla wielu osób jest to najpiękniejszy most świata. Most Verrazano-Narrows o rozpiętości przęsła środkowego 1300 m łączy od 1964 r. Brooklyn i Staten Island. Nieco mniejszy od budowli amerykańskich jest pochodzący z 1973 r. most wiszący nad Bosforem, pierwsze stałe połączenie między Europą a Azją w tym miejscu od czasów mostu pływającego Dariusza. Od roku 1981 rekord należy jednak do mostu Humberwe wschodniej Anglii, o rozpiętości przęsła 1410 m, z pylonami sięgającymi 162 m wysokości. W 1998 r. japońskie wyspy Honsiu i Sikoku połączy most Akashi-Kaikyoo rozpiętości przęsła 1990 m.
Możemy tylko podziwiać odwagę ówczesnych inżynierów budowy mostów, wciąż próbujących w swych konstrukcjach osiągnąć granicę technicznych możliwości. Nie mogło się przy tym obejść bez porażek - niektóre budowle waliły się.
Jedną z najbardziej brzemiennych w skutki tragedii było zawalenie się mostu przez zatokę Tay na wschodnim wybrzeżu Szkocji, między miastami Edynburg i Dundee. Gazety i czasopisma ilustrowane zamieściły szczegółowe relacje. Kata-
strofa ta weszła nawet do literatury. Niemiecki inżynier Max Eyth opisał przyczyny nieszczęścia w powieści Hinter Pflug und Schraubstock {Za pługiem i imadłem). Pisarz Teodor Fontane zainspirowany tragedią stworzył balladę Die Brücke am Tay {Most na Tay): ?Tand, Tand, ist das Gebilde von Menschenhand! ” (Tandeta, tandeta, jest tworem ręki człowieka). Most ów, o długości 3155 m, został uroczyście otwarty w 1878 roku. Uchodził wówczas za najdłuższy w świecie. Rura ze stalowej kratownicy z jednotorowym szlakiem kolejowym, przerzucona szerokim łukiem ponad wodą, opierała się na 86 filarach. Każdy filar składał się z 6 żeliwnych słupów, osadzonych na kamiennych fundamentach. 28 grudnia 1879 roku nadciągnął sztorm. Wieczorem na most wjechał pociąg z Edynburga z 75 pasażerami w środku. Nagle strażnik na moście stracił z oczu tylne czerwone światła pozycyjne pociągu. Spróbował nawiązać łączność z nastawnią na drugim brzegu - nie otrzymał jednak żadnej odpowiedzi. Był to wyraźny znak katastrofy, ponieważ sztorm nie mógł zerwać kabla telegraficznego, umieszczonego wewnątrz konstrukcji mostu. Nocna burza wciąż trwała, lecz strażnik po omacku wyruszył w ciemność i nagle stanął przed pustką! Zniknęła potężna, licząca prawie kilometr belka skrzynkowa części środkowej, spienione morze falowało, a ślad mostu zarysowywał tylko szereg białych plam, które tworzyła kipiel morska na resztkach fundamentów. Zniknął również pociąg, porwany przez walący się most w głębiny. Filary runęły pod działaniem siły sztormu i obciążeniem jadącego pociągu. Nikt z pasażerów nie przeżył. W owym okresie w Europie wielu ludzi żywiło niezachwianą wiarę w zwycięstwo techniki nad przyrodą. Dlatego ta katastrofa stała się potężnym szokiem. Natychmiast rozpoczęto szczegółowe badania przyczyn tragedii. Na zawalenie mostu złożyło się kilka czynników. Sir Thomas Bouch, główny inżynier, zbyt nisko ocenił siły, które oddziaływują na budowlę podczas sztormu. Doszły do tego błędy konstrukcyjne oraz niedbałość podczas budowy, wynikające z chęci ukończenia mostu szybko i najmniejszym kosztem. Wycofano zatem wszystkie inne, złożone u Boucha zamówienia. Konstruktor w następnym roku zmarł ze zgryzoty w wieku zaledwie 58 lat. Podobny los spotkał w niewiele lat później pewnego niemieckiego inżyniera mostów. Müngstener Brücke prowadzi koło Solingen na wysokości 107 m ponad rzeką Wupper. Ten najwyższy kolejowy most łukowy został zbudowany w rekordowym czasie, po raz pierwszy w tzw. systemie nawisowym, tzn. bez dodatkowych rusztowań, w kierunku od filarów do środka mostu. Montaż potężnego, stalowego łuku trwał zaledwie pół roku. Jednakże w lipcu 1897 r., na krótko przed uroczystym otwarciem, połączonym z przejazdem przystrojonej wieńcem lokomotywy, który miał się odbyć w obecności jednego z książąt pruskich, inżynier naczelny doszedł do wniosku, że w obliczeniach popełniono zgubny błąd i przerażony rzucił się z mostu. Była to tragiczna śmierć - licząca dziś prawie sto lat konstrukcja potrafi sprostać wymaganiom współczesnej komunikacji.